O autorze
Jeśli słyszeliście w radiu piosenkę, w której jakiś gość wydziera się ,,błaaaagaaam... naprawww, mnieeee” - to właśnie byłem ja. Ten utwór nazywa się ,,Napraw”. Napisałem go w jedną ciężką noc. Ze złością uderzałem w klawisze (zazwyczaj sporo uderzam w te czarne...). Tekst powstawał w mojej głowie na bieżąco, wypływał z dźwięków. Tak właśnie tworzę. Tak powstała moja pierwsza płyta, którą wydałem z zespołem LemON po tym, jak wygraliśmy Must Be The Music. Tak gram na koncertach. Tak czuję. Jestem z pochodzenia Łemkiem. W moich żyłach płyną melancholijne ludowe melodie i rozdzierające duszę zaśpiewy z Cerkwi. Jestem emocjonalny. Nie wstydzę się tego. Dużo myślę. Dużo czuję. Dużo staram się przekazać. Może za dużo... Kto wie. Jeśli chcecie mnie poznać, posłuchajcie moich utworów... Oto fragment jednego z nich. Staram się w życiu tego trzymać:
,,Przerzuć kartkę, zaryzykuj, bądź dziwakiem
Nie idź ścieżką, własną depcz, otwórz głowę
Zanim powiesz, zrozum, bądź
Nigdy nie burz, buduj, twórz
Smakuj, milcz, myśl i czuj”

Litaj Ptaszko moja...

Przepraszam, że ośmielam się zabrać głos w tym temacie, tutaj. W miejscu, które mnie zaskoczyło i zaciekawiło wysokim poziomem kultury. Zadajecie mądre pytania pod tekstami, mam wrażenie, że mnie rozumiecie, dlatego chciałbym Wam opowiedzieć o czymś bardzo dla mnie ważnym.

Moja piosenka ,,Litaj ptaszko" pojawiła się w piątek w propozycjach do Listy Przebojów Trójki...
 Numer napisany na 6/8, w języku łemkowskim, w open formie, z dużą partią instrumentalną, bez wyraźnego refrenu... Numer który powstał na kacu, na drewnianych schodkach nad jeziorem, jedyny numer, który napisałem na gitarze... ma szansę znaleźć się na kultowej LP3. Czy ja śnię?



Ale od początku.
Parę tygodni temu zrobiłem coś, co utwierdzi Was w przekonaniu, że artyści mają stanowczo za dużo wolnego czasu. Otóż oglądałem w internecie relację live z wykluwania się małego strusia imieniem Pip. (http://www.ustream.tv/channel/ostrich-egg-cam-live)
Przez kilka godzin jak zahipnotyzowany wpatrywałem się w ekran komputera i kibicowałem Pipowi, w tej ważnej dla niego chwili. Patrzyłem jak walczy, jak stara się wydostać na zewnątrz grubej skorupy strusiego jaja... I myślałem jak bardzo takie narodziny małego strusia przypominają narodziny piosenki...

Oto historia ,,Litaj ptaszko”.
Numeru, od którego wszystko w moim życiu się zaczęło.

WICIE GNIAZDA
Lipiec 2011. Ługi, woj. Lubuskie. Watra Łemkowska (o Watrach pisałem tu, http://igorherbut.natemat.pl/75921,1100-osob-lubi-lemkow, ale zasadniczo to jest taki łemkowski Open'er tylko bez tych gigantycznych kolejek do ToiToi'ów). Schody, przy domkach letniskowych, zachodzące słońce, ja i gitara... e, g, es zagięte, to ciemne es... kwinty... Słyszę w głowie dźwięki i przekładam je na myśli. I odwrotnie, przekładam myśli na dźwięki. Wiem, że to będzie utwór o miłości, ,,jeśli przy mnie nie możesz być szczęśliwa, a u niego jesteś, to ja Cię wypuszczam, leć... i tam czerp to czego potrzebujesz...”. Nigdy nie zapisuję piosenek (zawsze żałuję) i tej też nigdzie nie zapisałem. W zasadzie na kilka miesięcy o niej zapomniałem...

SKŁADANIE JAJ:

27 listopada 2011. Wrocław. Niedziela rano. Jestem po weselu, na którym grałem całą noc (tradycyjnie, godzina grania i 8 godzin bisu). Pukam do drzwi mojego kuzyna, Adama Horoszczaka. On też jest po imprezie. Podaję mu w drzwiach flaszkę i mówię, żeby poszedł ze mną na casting do ,,Must be the music”, bo widziałem plakaty po drodze.
Adam puka się w głowę i mówi, że jestem pijany. Potwierdzam, że owszem, i że gdybym nie był, to bym nie proponował. Żeby przeżyć ten poranek, postanawiamy, że podobne leczy się podobnym i zapominamy o castingu. W końcu po południu wracam do tematu. Sprawdzam w internecie, że jest w hotelu Radisson. Pytam Adama gdzie to jest, a Adam mówi, że to prawie za rogiem. Przypadek? Nie sądzę! Więc idziemy... Kolejka przed wejściem ciągnie się na kilkaset metrów. Stwierdzamy jednogłośnie, że nie chce nam się stać. Chcemy wracać do domu, ale nagle wychodzi postawny gość z megafonem i ogłasza, że ze względu na dużą frekwencję otwierają dodatkową salę przesłuchań dla tych, którzy śpiewają a capella, albo grają unplugged. No to w sumie my! Mamy tylko moją gitarę klasyczną, więc idziemy prosto do komisji.

Tuż przed wejściem wpisujemy w ankiecie nazwę – LemON... Lem – od Lemkowyny, a dokładnie od słowa Lem czyli ,,tylko”, a ON jak w angielskim ,,turn on”... ON ( czyli, że włączamy się do gry). Stwierdzamy, że LemON budzi dobre świeżo-kwaśne skojarzenia, więc jest dobrze. W komisji zaczynam od tego, że jesteśmy Łemkami (http://igorherbut.natemat.pl/75389,dzien-dobry-jestem-lemkiem). Maglują nas tam przez dobre 15 minut. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle. Podejrzewam, że niedobrze. Mamy czekać na telefon.


WYSIADYWANIE JAJ
Grudzień 2011 – dzwoni telefon! Zakwalifikowaliśmy się do programu! Zaszokowany pytam człowieka po drugiej stronie słuchawki, czy mogę na casting wziąć cały zespół. Kłamię. Tak naprawdę nie mam żadnego swojego składu. Człowiek po drugiej stronie słuchawki mówi, że musi spytać wydawcę. Po kilkunastu minutach oddzwania, że OK, może być zespół. Mamy jak najszybciej wysłać propozycję piosenki na casting główny i rider. Udaję, że wiem, co to jest rider. Kończę rozmowę i no cóż... Najpierw sprawdzam, co to jest rider (okazuje się, że to specyfikacja potrzeb sprzętowych)... Potem w głowie przypomina mi się ten dziwny numer z lipca, który napisałem na drewnianych schodkach w domku w Ługach. Jak to leciało... e, g, es zagięte, to ciemne es. OK. Mam to. Słyszę w głowie ten numer i pod niego zaczynam tworzyć zespół...

Chcę, żeby bębny w tym numerze były jak nawiedzone, lekko jazzowe, lekko psychodeliczne. Dzwonię więc do Piotra „Budynia” Budniaka, perkusisty z którym przez chwilę studiowałem na jazzie w Zielonej Górze. Ten człowiek grał na bębnach tak jakby śpiewał, jakby chciał przekazać wszystko o czym myśli uderzając w swoje kotły i tworząc ogromną aurę wokół siebie...
Drugi telefon: Andrzej Olejnik. Skrzypek. Z pochodzenia Bojko. Pamiętałem brzmienie jego stuletnich kijowskich skrzypiec. To były najbardziej melancholijne i rozdzierające duszę skrzypce, jakie słyszałem w życiu. Dokładnie takie, jakich potrzebowałem.
Trzeci telefon: Piotr Kołacz. Basista. Chciałem mieć mroczny, kroczący bas. Graliśmy wcześniej razem na jamach i wiedziałem, że dokładnie kogoś takiego mi potrzeba.

WYKLUWANIE:
Styczeń 2012 – jedziemy na casting główny do Warszawy. Adam, Andrzej, Piotr i Budyń po raz pierwszy spotykają się razem w hotelu. Adam znał się z Andrzejem, ale reszta nie znała się wcale. Utwór, który chciałem następnego dnia zagrać też znali tylko z pilota. Pytam, czy dadzą radę, mówią, że tak. I po raz pierwszy w życiu nie mam chyba żadnych wątpliwości, że tak będzie.

Tak naprawdę LemON zagrał razem po raz pierwszy na scenie Must Be The Music. Chłopaki nigdy nie grali ze sobą i nigdy nie grali ,,Litaj Ptaszko”. Emocje wypłynęły nagle same, jakby wszystko co we mnie siedziało nagle się wylało... w głowie chaos, a do tego wszystkiego chciałem popisać się przed blondynką z komisji na precastingu, która zupełnie mnie ignorowała, do czego nie byłem przyzwyczajony.

PISKLAK:
„Litaj Ptaszko” zdobywa 4 TAK od jurorów. Łozo chwali harmonię i emocje, Kora zachwyca się melancholijnymi skrzypcami, Ela Zapendowska mówi, że to pierwszy wokal, który ją wzruszył, Adam Sztaba pogratulował kompozycji na 6/8. Nie możemy uwierzyć. To dzieje się naprawdę...

CO DALEJ?
Rozmawiałem dziś z moją dziewczyną i ona powiedziała
 coś ciekawego: ,,Zrobiłeś wszystko, żeby ta piosenka była typową piosenką do szuflady. Żeby nikt tego nigdy nigdzie nie zagrał. Przecież ani to do telewizji, ani do radia, ani do kawiarni, ani nawet do windy. Metrum, tekst, pokręcone emocje, długi instrumental, intro, ad libitum, brak produkcji muzycznej, surowe brzmienie, pomieszane gatunki. Sam sobie rzuciłeś kłody pod nogi... I jeszcze na płycie podzieliłeś ją na dwie części – żeby już nikt jej nigdy nie wziął do radia, bo nie będzie wiedział, gdzie jest początek”.

A ona się wykluła i tak, jak ten pisklak i chce latać.
Także kochana piosenko, jeśli będzie ci dobrze w Trójce, to litaj!
Litaj Ptaszko moja!


To nasz najsurowszy numer... pierwszy... nieskażony, byłbym dumny słysząc go na liście Trójki... chociaż jeden raz.
Jeśli jesteście słuchaczami Trójki i chcecie nam pomóc, to będziemy wdzięczni za każdy głos na lp3.polskieradio.pl

PS
Jeśli nie macie naszej płyty, to tutaj jest jedno z naszych wykonań:
Festiwal TransVocale w Słubicach/Frankfurcie


PS PS
A oto tekst:
Ne płacz koly ne najdesz mene w nym
Tak tiażko ciłyj tiahar tot nesty
Znam dobry ja koly Twoi usta
Powily: Ne dla Tebe ja...

Litaj Ptaszko moja
A ja lyszu sia sam
Dla nioho Ty wesna
Dla mene ciła tycha, zymna...

Litaj...
Litaj...
Litaj ptaszko moja!

tlumaczenie:
Nie płacz kiedy nie znajdziesz mnie w nim
Tak ciężko ten ciężar samemu nieść
Wiem dokładnie kiedy Twoje usta
Powiedziały: ,,Nie dla ciebie ja"

Leć ptaszyno moja!
A ja zostanę sam!
Dla niego Ty teraz wiosną,
A dla mnie cała cicha... zimna...
Leć ptaszyno moja..


Trwa ładowanie komentarzy...