1100 osób lubi Łemków!

Nigdy nie czułem się dobry z pisania, więc tym większe było moje zaskoczenie, że już w pierwszym dniu po opublikowaniu mojego tekstu, pojawił się na stronie głównej portalu natemat.pl, zdobył tak duże zainteresowanie i ponad 1000 ,,lajków”. Dziękuję i zapraszam na kolejną serie pytań i odpowiedzi na temat Łemków!

Są to pytania zadawane przez czytelników natemat.pl, w komentarzach pod poprzednim tekstem:
http://igorherbut.natemat.pl/75389,dzien-dobry-jestem-lemkiem



PYTANIE 1: Z każdą kulturą łączą się typowe potrawy. Jakie łemkowskie danie jest twoim ulubionym? A może masz ich kilka?

ODPOWIEDŹ: Z kuchnią to jest tak, że im jest w danej społeczności biedniej i bardziej pod górkę, tym ciekawsza kultura, w tym kulinarna... Najlepsze rzeczy (i to nie tylko w kuchni) powstają wtedy, kiedy człowiek musi zmierzyć się z przeciwnościami... i tak jak biedni Neapolitańczycy wymyślili pizzę Margheritę (w kolorach włoskiej flagi), bo musieli czymś ugościć swoją królową, a nie mieli nic innego niż mąka, pomidory, listki bazylii i mozzarella... tak samo Łemkowie kombinowali, co ugotować z tego co mają... A, że żyli z rolnictwa, wypasu, to mieli pod ręką głównie cebulę, ziemniaki, mleko, mąkę, jajka i skarby lasu. I to są składniki wiodące w kuchni łemkowskiej.

Moje ulubione dania to

- keselycia, czyli rodzaj żurku, na fermentowanej mące owsianej, którym zalewa się ziemniaki i okrasza się to wszystko podsmażoną na złoto cebulką. Coś cudownego.
- hrybowa – czyli naszą grzybowa, często z dodatkiem wędzonych śliwek
- mastyło – czyli zawiesiste, lekko budyniowate danie z mleka, mąki, jajka i masła, u mnie podawane z podsmażoną cebulką, druga wersja mastyła jest ze śliwek
- hałuszky – to niezbyt ładne, ale za to bardzo dobre kluski z ziemniaków (startych surowych i gotowanych przeciśniętych przez praskę, wymieszanych z mąką ziemniaczaną i jajkiem)

Polecam odcinek Roberta Makłowicza z naszej Lemkowyny. http://www.tvp.pl/styl-zycia/kuchnia/podroze-kulinarne-roberta-maklowicza/wideo/lemkowski-smak/58505

PS Piłem wodę w Wysowej – hasło „Wczoraj kieliszek, dzisiaj Franciszek” jest bardzo trafione.

PYTANIE 2 Jakie - wy Łemkowie macie zwyczaje np. związane z Bożym narodzeniem ?

ODPOWIEDŹ: Oczywiście! Łemkowie to ludzie bardzo uduchowieni i bardzo przywiązani do tradycji. Obiecuję kiedyś cały wpis poświęcony zwyczajom bożonarodzeniowym. A jest o czym opowiadać. Obchodzimy Święta prawosławne wg kalendarza juliańskiego, czyli 13 dni później niż w kalendarzu gregoriańskim...
Wigilię zaczynamy od prosfory, czosnku i soli, a w czasie wigilijnej kolacji od stołu może odchodzić tylko gospodyni, która podaje jedzenie. Nie muszę chyba mówić, jak byłem zdziwiony, kiedy gościłem na polskich świętach, w czasie których wszyscy biegają, chodzą po coś do kuchni i komentują żarliwie wydarzenia polityczne.
Ale o tym wszystkim opowiem kiedy indziej!

PYTANIE 3: Wśród Łemków talent wokalny to standard. A gdy jeden z Łemków zwiąże się z kobietą, która nie jest pochodzenia Łemkowskiego i przysłowiowy słoń nadepną jej na ucho to czy ich dzieci będą potrafiły śpiewać?

ODPOWIEDŹ: Mam nadzieję!!!

PYTANIE 4: Nie widziałem, czy ktoś już o to pytał, ale jeden, to Łemka, Łemek, Łemko, czy jak? Bo unikasz mianownika :)

ODPOWIEDŹ: Jeden to Lemko. Ona to Lemkynia. My to Lemky (Łemkowie)

PYTANIE 5: Czarne karty historii Łemków już znamy. Ciekawią mnie te mieniące się barwnymi kolorami. W jakich latach byliście szczęśliwi, spełnieni. Co i kto miał na to wpływ. Czy mieliście jakiegoś duchowego przewodnika? Czy Waszym mentorem w dobrych i złych chwilach zawsze była muzyka

ODPOWIEDŹ: To jest pytanie bardziej do moich dziadków. Babcia opowiadała mi, jak była obrzucana kamieniami, kiedy szła do Cerkwi. Gdybyście jednak zobaczyli moją babcię, to zauważylibyście, że jej kości policzkowe są jakby uniesione w uśmiechu. To samo ma mój dziadek... To samo mają babcie i dziadkowie moich przyjaciół.
W Łemkach jest w ogóle coś takiego, że tak jak mają naturalnie wrodzony talent do tworzenia harmonii w muzyce, tworzą też harmonię ze sobą.

Wiemy, że musimy trzymać się razem, bo tylko tak możemy ochronić naszą kulturę... Świadczą o tym łemkowskie Watry (watra to ognisko), czyli kilkudniowe plenerowe imprezy z muzyką na żywo, ogniskiem i namiotami (coś jak Open'er, tylko bez kolejek do ToiToi'ów). Spotykają się na nich od kilkudziesięciu lat ludzie w każdym wieku, przyjeżdżają na nie moi dziadkowie i ich rówieśnicy, pokolenie moich rodziców, moje – a nawet małe szkraby. Dużo wtedy śpiewamy, tańczymy i opowiadamy sobie ciągle te same historie, które nie przestają nas nigdy śmieszyć.

Moja babcia Marysia a w tle dziadek Mytro (Dymitr).



PYTANIE 6: Bardzo bym chciał przeczytać właśnie o Twoim stosunku do akcji "Wisła" i o tej części historii Twojej rodziny.

ODPOWIEDŹ: Znałem kiedyś pewną kobietę. Była w wieku mojej babci... I opowiadała mi, że na Łemkowynie jako mała dziewczynka hodowała piękną kwitnącą fasolę. Doglądała jej przez lata i ta fasola to było wszystko, co miała. Opowiadała wszystkim, którzy chcieli jej słuchać, że najbardziej nie mogła przeżyć, że musiała w Beskidzie pozostawić za sobą tę fasolę. Mówiła o tej fasoli jak o miłości swojego życia, o której z jednej strony chciałaby zapomnieć, żeby strata mniej bolała, a z drugiej strony nie chce zapomnieć, bo wie, że była piękna, była wspaniała, była ważna i była jej. Ułożyła sobie życie na ,,zachodzie” (zwanym zresztą przez Łemków ,,czużyną”, czyli ,,obczyzną”) bez fasoli...

Bo ludzie mają pewną nieprawdopodobną cechę, która nie przestaje mnie zadziwiać. Zdolność adaptacji do nowych, gorszych warunków. Do gorszych czasów, do chorób najbliższych, do straty miłości, do utraconej przyjaźni. Nie wiem, skąd w ludziach drzemie ta siła, która pozwala nam walczyć, niczym roślina szukająca najmniejszej szczeliny w asfalcie, żeby wydobyć się na świat. Co nas nie zabije, to nas wzmocni.


PYTANIE 7: Odwiedzałeś Łemkowynę? Zastanawiam się jakie to przeżycie dla Łemka...

ODPOWIEDŹ: Wszyscy Łemkowie, których znam, kiedy przyjeżdżają na Lemkowyne (np. na Watrę w Zdyni) czują ten niesamowity klik. Tak jak wkładasz baterię do pilota, najpierw od strony minusa, potem dociskasz sprężynkę, a potem nagle bateria wskakuje na miejsce, a pilot zaczyna działać. Tak ja się czuję w Beskidzie Niskim... Mimo, że moja rodzina nie mieszka tam już od prawie 2 pokoleń, to czuję, że tam jestem u siebie.


PYTANIE 8: Czy czujesz się bardziej Łemkiem, Polakiem, Ukraińcem, czy może wszystkim po trochu i z każdej tej tradycji czerpiesz? Wśród Łemków z tego co nam wiadomo istnieją opcje propolska i proukraińska (reprezentowaną przez Objednanie Łemkiw). Czy w zespole istnieje jakiś stosunek do tych kwestii?


ODPOWIEDŹ: Czuję się po prostu Łemkiem. Boję się na nie odpowiadać, żeby nie wywołać historycznej burzy. Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam Ukraińców. Skończyłem ukraińskie liceum. Płynnie mówię po ukraińsku. Uwielbiam ukraiński ketchup – Czumak. Moim bogiem muzycznym jest Swiatoslaw Wakarczuk z ukraińskiego zespołu Okean Elzy.

Ale kiedy ostatnio wracaliśmy z jego koncertu we Lwowie z moimi Ukraińskimi przyjaciółmi (z których jeden ma na nazwisko Szachmat, przysięgam!) ten temat wywołał nieprawdopodobną burzę. Staliśmy kolejną godzinę na granicy – i koleżanka (Ukrainka o imieniu Natalii, typ zaangażowanej aktywistki) zaczęła opowiadać, że nie rozumie jak to jest, że ,,polscy” Łemkowie czują się oddzielną narodowością. Tłumaczyła, że ona była uczona w szkole, że Łemkowie to Ukraińcy, tak samo jak dla niej Bojkowie. Dowodziła, że wszyscy Łemkowie są Ukraińcami, tylko, że jedni uciekli na wschód, tak daleko jak mogli, a inni zostali przeniesieni na Zachód i się spolonizowali (więc wg niej powinni się czuć albo nadal Ukraińcami albo już Polakami, jak wolą, ale nie Łemkami).

Aby tego nie słuchać, byłem gotów wysiąść z (i tak niezbyt wygodnego) czerwonego Opla Corsa – i pokonać resztę drogi do Warszawy na piechotę. Z Natalią przyjaźnimy się do dziś (plus jest dziewczyną mojego skrzypka, z pochodzenia Bojka), ale w tej sprawie nigdy się nie dogadamy.

Ja się czuję Łemkiem. Nie byłem uczony hymnem Ukrainy, tylko hymnu Polskiego, ale Polakiem też się nie czuję. Czuję się zagubiony. Tak właśnie się czują Łemkowie tacy jak ja, których nazywam Lemko-Lemko... zagubieni.

W każdym razie cieszę się bardzo, że żyję w czasach, kiedy na mojej płycie są obok siebie piosenki po polsku, łemkowsku i ukraińsku. I do tego jeszcze cover Beatelsów, „All You Need is Love”.

PYTANIE 9: W jakim języku uczyłeś się mówić? Skąd pochodzą Twoi dziadkowie?

ODPOWIEDŹ: Pierwszym moim językiem był łemkowski. W domu mówiło się po
łemkowsku, jeździło się do łemkowskich rodzin, na łemkowskie watry, na łemkowskie święta, śpiewało się łemkowskie pieśni. Jednocześnie gdzieś z boku był polski, na podwórku, w przedszkolu, w telewizji... Łemkowie mówią w obu językach, po polsku mówią bez wyczuwalnego akcentu. Naturalnie przechodzimy na polski, kiedy są z nami w towarzystwie osoby, które nie rozumieją łemkowskiego. Kiedy przyjeżdżam do domu z moją polską dziewczyną, moi dziadkowie mówią do niej po polsku, a ona musi cały czas ich upominać, żeby się nie krępowali i mówili po łemkowsku, bo ich rozumie.

Moja rodzina jest bardzo przywiązana do tradycji. Raczej nie mieszamy języków na zasadzie ,,postaw kara na kornerze” jak w ,,Szczęśliwego Nowego Jorku” (chociaż są wyjątki: świętej pamięci dziadek mojego przyjaciela jak wrócił z Kanady to mówił zdania typu ,,pływałjem bołtom, latałjem plejnom, pyłjem dobru kofi z mołokom a czasamy jem distał od tebe mesydż”). Mówimy albo po polsku albo po łemkowsku, w zależności od sytuacji.

I jest mi smutno kiedy słyszę łemkowskie dzieciaki, które nie mówią po łemkowsku i zamiast uczyć się prawidłowego języka tworzą nowe dziwne, nibyłemkowskie wyrazy np.

kałuża (młaczka) to dla nich ,,kałuria”
worek (miszok) u nich to ,,łorek”
kłócić się (swaryty) wymyślają ,,kłutyty sia”
październik (żołteń) u nich pazdernyk
a przyczepka to prycipka :)

a jak już jesteśmy przy słowach, wiecie jak jest samolot po łemkowsku? Patrzysz w górę pokazując palcem i mówisz ,,oooo !! oooo!” :)

PYTANIE 10: Czy Herbut to typowe nazwisko łemkowskie? Brzmi raczej jak głuchoniemieckie. A o powszechnym zwyczaju picia eteru w międzywojniu (i to na Śląsku) jakiś czas temu pisałem w naTemat: http://jacekdehnel.natemat.pl/56557,jak-cpal-miedzywojenny-slask-czyli-opium-w-amsterdamie-i-eter-w-czyzowicach Tam eter mieszano np. z sokami owocowymi, każda rodzina miała swoje przepisy, a eter podawano w tzw. (nielegalnych oczywiście) "kapliczkach".

ODPOWIEDŹ: Wspaniały artykuł o kropce. Nie czytałem wcześniej, a świetne! A co do mojego nazwiska... każdy człowiek ma jakośtam dwa nazwiska. Ja się tak w duszy bardziej czuję Boczniewiczem, po mamie i dziadku. Babcia od strony mamy to z kolei Drejowicz. Oba to bardzo łemkowskie nazwiska.

Co do nazwiska Herbut... Łemkowie są bardzo towarzyscy, więc kto wie, może gdzieś kiedyś, w Beskidzie światło zgasło... różne rzeczy się dzieją. W każdym razie dzisiaj Łemkowie uznają nazwisko Herbut za Łemkowskie i chyba moja działalność już je jako takie przypieczętowała na dobre.

PYTANIE 11: Byłem przed laty na weselu łemkowskim i do dziś jestem pod wrażeniem atmosfery jaka tam panowała. Wypito dziesiątki litrów wódki, ale nikt nie był pijany i śpiewano tak głośno, że żarówki pękały. Co przerwa w zabawie, to już spontanicznie tworzony chór śpiewał z podziałem na glosy. Polacy byli w wyraźnej defensywie.

ODPOWIEDŹ: To w sumie nie jest pytanie, ale potwierdzam, że mówisz prawdę, to musiało być wesele łemkowskie.

PYTANIE 12: odnośnie Łemków - interesuje mnie duchowość. Studiowałam ukrainistykę razem z Łemkami, którzy byli bardzo religijni i z ich relacji wiem,że jest to wręcz regułą w tym środowisku. Przyznam, że w dzisiejszych czasach u młodych ludzi trochę mnie to dziwi ale i wzbudza szacunek graniczący z niedowierzaniem. Czy Ty również jesteś praktykujący ( nie pytam czy wierzący)?

ODPOWIEDŹ: Tak jestem. Łemkowie są uduchowionymi i religijnymi ludźmi. Ogólnie prawosławni ludzie, jak sama nazwa wskazuje, są ortodoksyjni (w pozytywnym tego słowa znaczeniu). Cerkiew jest bardzo ważną częścią naszego życia. Co ciekawe w Cerkwi posługujemy się językiem staro-cerkiewno-słowiańskim. Np. w naszej małej Cerkwi w Przemkowie, kiedy ktoś bierze ,,brak” (czyli ślub) wszyscy, niezależnie, czy się znają, czy nie, przychodzą i śpiewają modląc się za młodych. W Cerkwi prawosławnej nie ma żadnych instrumentów, dlatego, że uważamy, że głos ludzki jest najpiękniejszym instrumentem. Katolików, którym opowiadam o mojej religii, najbardziej przeraża fakt długich (w ich mniemaniu) liturgii. Co to znaczy długich? Np. 2,3 czasami 4 godziny. Pogrzeb może trwać nawet kilka godzin.

PYTANIE 13: Jak inny jest język łemkowski od ukraińskiego?

ODPOWIEDŹ: Po prostu jest inny. Tak jak inny jest polski od słowackiego – można się zrozumieć, można się trochę z siebie pośmiać nawzajem, ale to inne języki. Niektóre wyrazy są podobne, ale już chociażby akcent jest zupełnie inny.

PYTANIE 14: Sytuacja mniejszości etnicznych i mniejszości LGBT pod pewnymi względami jest podobna. Mamy więc takie pytanie. Czy ktoś z twoich znajomych Łemków ukrywał swe pochodzenie etniczne w obawie przed dyskryminacją?

ODPOWIEDŹ: Myślę, że niejeden. Według spisu powszechnego z 2002 w Polsce żyło ok. 5,6 tys. Łemków, a w 2011 roku. narodowość łemkowską zadeklarowało już prawie dwukrotnie więcej osób! Czyli jest postęp! Dlaczego wielu Łemków nie wspomina o swoim pochodzeniu tak chętnie jak ja, tego nie wiem...

Ktoś spytał pod moim poprzednim wpisem, po co podkreślam to, że jestem Łemkiem. (zachowując pisownię oryginalną: ,,czy to trochę nie dziwne - jak widzę, wszędzie się przedstawijąc (tu tez na blogu, przy nazwisku) - ze jest się Lemkiem? "Dzien dobry. Lemkiem jestem." Mniemam, ze przeciez niczym sie pan od "normalo" chyba nie rozni, a moze ma pan jakis akcent? Co chce pan tym osiągnąc i czy jest to az takie dla pana wazne?”)

No właśnie ważne. Świat się skończy, kiedy wszyscy zaczniemy spełniać czyjeś normy normalności. Nie można do tego dopuścić. Kocham moją kulturę. Bez niej nie tworzyłbym tego, co tworzę, nie czułbym tego, co czuję. Niech nawet będzie, że jestem nienormalo, ale zawsze będę jej strzegł.

Spokojnego wieczoru!
Trwa ładowanie komentarzy...