Dzień dobry! Jestem Łemkiem

- Dzień dobry. Jesteśmy Łemkami! - takimi słowami przedstawiłem nas (czyli mnie i mojego kuzyna Adama Horoszczaka), kiedy prawie dwa lata temu przyszliśmy na precasting do programu Must Be The Music.

Nie: Dzień dobry. Igor Herbut. Mam 21 lat. Pochodzę z Przemkowa w Dolnośląskim.
Nie: Witam. Igor Herbut. Przyjechałem z Zielonej Góry, gdzie studiuję jazz.
Nie: Igor Herbut, interesuję się kulturą japońską i trenuję wyczynowo akrobatykę...
Nie: Igor Herbut, jestem wokalistą, komponuję, piszę teksty, gram na pianinie i trochę na gitarze
(Nie wspomniałem też o mojej dość skomplikowanej sytuacji rodzinnej, chociaż nie od dziś wiadomo, że w programach telewizyjnych wzruszające historie zawsze mogą się przydać;)



Zacząłem od tego, że jestem Łemkiem. Bo to jest dla mnie bardzo ważne. Może nawet najważniejsze... Ku mojemu zdziwieniu, blondynka w komisji od razu się zaciekawiła i powtórzyła do pana w komisji ,,Jan! Oni są Łemkami!” Pan w komisji, który jak już wiemy, miał na imię Jan, odpowiedział, zbity z tropu: ,,Kim są? Ułamkami?”

Od razu usłyszałem, że pan Jan mówi z wyraźnym zagranicznym akcentem. Nie wiedziałem jakim, ale zanim zacząłem się nad tym zastanawiać, blondynka wyjaśniła szybko, że Jan jest producentem programu i pochodzi z Holandii i zaczęła mu tłumaczyć, że Łemkowie to taka grupa etniczna, która ma swój język, kulturę, i że po wojnie Łemków przesiedlili z Beskidu Niskiego m.in. w okolice Wrocławia (gdzie odbywał się ten precasting).

Jan pokiwał z zaciekawieniem głową i spytał, czy gramy coś po łemkowsku. Zdziwiłem się, bo byłem wcześniej na kilku castingach (np. do X-Factora, gdzie nie przeszedłem nawet precastingu;) i nigdy nikt nie zwrócił uwagi na moje pochodzenie (przechodząc szybko do najważniejszego pytania ,,chłopaki, ale czy gracie jakiś znany cover?”). Ale w Must Be The Music było inaczej. Pozwolili mi grać to, co chcę i po jakiemu chcę...

Napisałem więc specjalnie do programu numer, ,,Litaj ptaszko”... I od tej dziwnej piosenki w dziwnym języku, w dziwnym metrum (6/8 – które docenił od razu Adam Sztaba) wszystko się zaczęło. Tak jak wcześniej nikogo nie interesowało, że jestem Łemkiem, tak po wygranej w programie w każdym wywiadzie co najmniej 3 pytania dotyczą tego, jak to jest być Łemkiem.

Jeśli myślicie, że dziennikarze pytają, o to skąd pochodzą moi dziadkowie, o ,,akcję Wisła” albo w jakim języku uczyłem się mówić... to nie... o to nigdy nikt nie spytał. Pytania dziennikarzy nie przestają mnie zaskakiwać. Czasami udzielam jakiegoś wywiadu i myślę sobie w głowie ,,boższsze, naprawdę mnie o to pytasz?”. Także raz a dobrze odpowiem, na kilka moich ,,ulubionych” pytań o Łemkach.

Pytanie 1.
Czym jest ta tajemnicza kropka, którą namiętnie piją łemkowie?

Odpowiedź: 
Kropka, to eter dietylowy, którego temperatura wrzenia wynosi 35 stopni Celsjusza. Jest w stanie płynnym, w butlach chemicznych na których narysowana jest czaszka (zupełnie nie wiedzieć czemu). Z tym zacnym napitkiem wiąże się wiele mitów i wiele legend niczym ze ,,świętym graalem” lub innym legendarnym artefaktem. Są zwolennicy jak i przeciwnicy picia kropki w środowisku łemkowskim. Kiedyś eterem dietylowym usypiano ludzi w szpitalach. Mówiono, że jeśli ktoś w sobie ma tasiemca, gdy napije się kropki, pasożyt zniknie, wyparuje. Wrzody i inne problemy z żołądkiem związane również leczy. Młode lemkynie (łemkinie) smarują sobie twarz kropką, żeby wysuszyć niedoskonałości. W mojej rodzinie od trzech pokoleń tylko ja piję kropkę, ostatnia piła ją moja prababcia. A moja babcia, mama mojej mamy wartości lecznicze trunku stosuje na Jej chore nogi, wsmarowując eter. Po wypiciu kropki ( na wdechu jak czysty spirytus, z kieliszków, najlepiej z mlekiem i to takim od krowy! Widząc jak kropka oddziela się znacząco od tłustego mleka) należy poczekać. Są dwa sposoby, albo trzymamy chwilkę dłużej powietrze (tak jak to robimy zwykle przy czkawce), które uderza w głowę, lub pozwalamy je wypuścić już w formie gazowej poprzez ,,beknięcie” Pod słońce można dostrzec jak ,,bek” spala tlen (jak zapalona świeczka, która łamie powietrze) 
Jeśli już spróbowałeś kropki, dobra rada. Nie pal papierosów, nie zbliżaj się do ognia.


Pytanie 2: ( najczęściej pojawiające się zaraz po moim wykładzie na temat kropki) A czy ktoś kiedyś się od niej zapalił w takim razie?


I tutaj również mamy odpowiedź, istnieje pewien mit, jest nim pewien człowiek-legenda, który zapalił, któregoś z tych ,,zdrowych” czy tam ,,mocnych” i niestety żar z papierosa spotkał się z jego własnym ,,oddechem smoka” po czym zapalił się od środka. Jedyny sposób na zgaszenie tego rodzaju ognia to mocz. 



A oto ilustracja do tematu kropki:


UWAGA: Powyższe informacje mają jedynie charakter antropologiczno-badawczy. NIKOGO nie zachęcam do picia kropki! (Przecież butelka ma narysowaną trupią czaszkę...:)

Pytanie 3:
Jak to jest być Łemkiem?


Odpowiedź: To tak jakby spytać pomidor, jak to jest być pomidorowym. Ale zasadniczo: jest fajnie. Łemkowie to nadzwyczaj otwarci, życzliwi i imprezowi ludzie. Kiedy tylko możemy spotykamy się w większym gronie, gramy i śpiewamy. W święta przy stole zasiada minimum trzydzieści osób.

Pytanie 4: Czy wszyscy Łemkowie potrafią śpiewać?
Odpowiedź: Tak! Jest nawet taki żart, że wystarczy posadzić przy stole trzech Łemków i już masz chór, bo Łemkowie mają naturalną (trochę wrodzoną, a trochę wyniesioną z Cerkwi) zdolność do tworzenia harmonii wokalnych. Śpiewamy polifonicznie. Nawet pierwszy raz słysząc linie melodyczną jesteśmy w stanie na poczekaniu stworzyć drugi, trzeci, czwarty głos. Myślałem, że to jest normalne i naturalne u każdego, kto potrafi śpiewać i ma słuch. Myliłem się :)

Pytanie 5: Czy język łemkowski jest trudny?

Odpowiedź:
Z tym pytaniem najchętniej bym odesłał do mojej mamy, która jest jedną z ok. 10 nauczycielek języka łemkowskiego w Polsce. W każdym razie składnia i gramatyka jest prosta, jest to w końcu słowiański język (i będę bronił mojej tezy, że jest to język a nie gwara!). Schody zaczynają się kiedy przechodzimy do warstwy fonetycznej.
Np. tak naprawdę moje imię po łemkowsku to nie Igor a Ihor . Czasem ktoś mnie pyta, przez jakie ,,h”. Wtedy się dziwię, bo ja słyszę h i ch inaczej. H jest zresztą literą, którą Łemkowie nękają ,,niełemków”, którzy proszą, żeby ich nauczyć paru słów po łemkowsku. Najbardziej złośliwe słowo na początek to Hołub. Czyli gołąb... 

 Podstępne jest tu nie tylko H, ale jeszcze Ł i B.

http://w277.wrzuta.pl/audio/0Sg7S2uaD4u/holub

Skoro jesteśmy przy literze H, to pozwólcie mi na małą dygresję... Tym razem na temat X czyli "CH"
Opowiem Wam o najpiękniejszym X wszechświata... O słowie CHOLODNO wyśpiewanym przez najwspanialszego wokalistę – Swiatoslawa Wakarczuka z ukraińskiego zespołu Okean Elzy. Cholodno - czyli zimno, chłodno.


Posłuchajcie tego utworu... Wsłuchajcie się w ten jeden pierwszy wyraz, w nim jest wszystko, już na początku wszystko jest jasne… drżenie zziębniętych warg, całej szczęki, popękane usta, przeszywający dreszcz, chłód, stan zawieszenia, kiedy na mrozie zatrzymuje się czas, niemoc. Jedno słowo... wszystko zaklęte w jednym słowie.

No dobra, kilka najgorszych pytań mamy z głowy. Jeżeli Wy macie swoje pytania na temat Łemków i mojej kultury, które na pewno będą inteligentniejsze, śmiało! Zadawajcie w komentarzach! Odpowiem w kolejnych wpisach!

Dobrego dnia!







Trwa ładowanie komentarzy...